o Marcinie

Największą siłę zmieniania świata mają entuzjaści.

Pokazywać od pozytywnej strony Ukrainę, to zadanie dla wytrwałych. To jak błąkanie się po polu minowym w poszukiwaniu białych trufli. Przebijanie młotem mury wybudowane przez polityków, historię i uprzedzenia. To samo jest z Białorusią, Rosją, Rumunią czy Mołdawią. Witamy serdecznie w gronie „przeklętych”. Los chciał, że moja przygoda ze Wschodem rozpoczęła się właśnie od Ukrainy. Od samotnej podróży ponad dziesięć lat temu.

W Polsce o Ukrainie przed Euromajdanem się nie mówiło, z krótką przerwą na Ukrainę bez Kuczmy i Pomarańczową rewolucję. Okres między rozpadem Związku Radzieckiego, a Rewolucją godności wydaje się być w polskich mediach tabula rasą. Sięgając wstecz do archiwów widzę teraz same cymesy: kontrabanda, umęczone Kresy, bieda, bieda, mniejszość polska, bieda, Juszczenko i Janukowycz. Pociąg przemytnik i złoty unitaz. Nic się w zasadzie nie zmieniło. Stereotypy nadal dobrze się mają. Doszły tylko przecinki: artykuły „Gdzie zjeść we Lwowie”, a w periodykach naukowych habilitacje i ordery.

Muzeum Historii Ukrainy w II Wojnie Światowej w Kijowie (dawne Muzeum Wielkiej Wojny Ojczyźnianej)

Jest w Polsce kilka osób, które znają Ukrainę. Myślą nieszablonowo, mają pojęcie o regionie, a ich wiedza nie jest głównie wiedzą książkową lub internetową. To jednak garstka. Tematu Ukraina niektórzy się zwyczajnie boją. Albo zarabiasz więcej i piszesz jak Ci nakazują, albo klepiesz biedę i piszesz jak chcesz. Wolność jest bezcenna, ale nie każdy to wie. Przy okazji młodzieńczych wspomnień. Na koniec tamtej epoki nasz prawdziwy majstersztyk: wizyta w Charkowie – MSZ-towskie spécialité. Można się z tego śmiać, ale prawda jest taka, że za Kwaśniewskiego mieliśmy z Ukrainą najlepsze relacje.

W każdym razie, tamten czas był dla nas czasem świadomego zapomnienia o Wschodzie. Po wejściu do Unii wektory naszych zainteresowań skierowały się w przeciwną stronę do kierunku rakiet NATO-owskich. W szkole o Ukrainie nic się nie dowiedziałem, na porządnych studiach – niewiele więcej. Dla pewnych środowisk był to także temat tabu. Nie interesuj się, nie zadawaj pytań, których nikt nie zadaje. Nikt, nic nie wiedział lub nie chciał powiedzieć. Materiał dla Franza Kafki na kontynuację Procesu. Nie było UPA, ale też i nie było Żołnierzy Wyklętych. Jak Pan Makłowicz pojechał na Ukrainę w 1998 r. gotować barszcz w Stanisławowie, to tak mu się spodobało, że wrócił z kamerą szesnaście lat później.

Wszyscy żyli w postkomunistycznym marazmie, ale powietrzem się jakoś lepiej oddychało. Dla tych, którzy poznali w tamtym czasie Ukrainę, była ona jak ziemia obiecana – wolna i nieokiełznana, bez rozkładów jazdy w internecie i bez pijanych Anglików sikających w dorożce. Była po części nasza, była swojska. Dla Polaków, Ukraińców, Tatarów, Rosjan i Białorusinów. Dla Gruzinów, Węgrów, Rumunów i Uzbeków. Wszyscy się tu dogadywali bez Komisji Weneckich, choć przed wojną wiadomo różnie bywało. A dla pozostałych prawdziwa terra incognita.

mukaczewo ratusz marcin
Ratusz w Mukaczewie z miętową fasadą

Po wydarzeniach na Krymie dużo się zmieniło. Mokra petarda wspaniałomyślnie w końcu wystrzeliła. Założono kewlarowe hełmy i kamizelki z napisem PRESS, choć niektórzy nie wiedzieli gdzie Rzym, a gdzie Krym. Ukraina nie jednemu dała porządną nauczkę: przyśpieszone lekcje języka, historii i geografii. Wymachiwano rękami, budowano napięcie, a po transmisjach wyświetlano reklamy środków na wzdęcie. Gadające głowy z telewizorni licytowały się w przepowiadaniu przyszłości. – Będzie rozjechana. – Będzie zaorana. – Zniknie z mapy. – Pożoga wojenna zniszczy Ukrainę i zniszczy nas. W TVP zawsze narracja jakby wszyscy mieli biegunkę, musi być sensacyjnie i zawsze w ciemnych barwach, bo najłatwiej sprzedaje się ukraińskie nieszczęście. Opowieściami stworzono nawet wojnę we Lwowie. Teraz znowu gadają coś o oligarchach.

Na polskim podwórku musi być zawsze chłopiec do bicia. Zazwyczaj jest Żydem, Niemcem lub „Ruskim”. Wcześniej był Kuroń, teraz jest Karoń. Nawet Giedroycia rozjechali walcem, bo umarły wciąż trzymał żywych za nogi.

Twierdza w Chocimiu nad Dniestrem

Pisząc o Ukrainie – paradoksalnie – poznałem lepiej nas samych – Polaków. Przekonałem się gdzie tak na prawdę jest nasza świadomość, kim jesteśmy i jak reagujemy na to co nieznane. Wierzyłem, że jesteśmy inni, ale to przedsięwzięcie posadziło mnie po drugiej stronie lustra. Nasza społeczna świadomość, jest jak mroczna, ciemna i śmierdząca pieczara, z której chciałoby się jak najszybciej uciec. Wysyłacie do mnie mailem regularne podziękowania: – Lwy na Cmentarzu Orląt są obite płytą pilśniową i Ty z nimi rozmawiasz!?. – Wołyń w TVP widziałem, więc dobrze ich znam. – Słyszałeś o Hucie Stepańskiej? Społeczna wiedza o ukraińskiej polityce i kulturze jest jak jazda z zaparowanymi szybami. Niby coś wiemy, niby jedziemy, a tak na prawdę nie widać zupełnie nic.

Dworzec Główny W Użhorodzie
Dworzec Główny w Użhorodzie

Dawno zrozumiałem, że rozmowa o polityce nikogo nie zbliża. Przez te wszystkie lata, gadające głowy nie powiedziały nam o Ukrainie nic wartościowego. Młodzi nie mają o tych terenach bladego pojęcia, ale to wina tych, którzy pisali dla nich scenariusze opowiadań. Szczęśliwie zdarzały się również i wyjątki, a takim była zawsze Barbara Włodarczyk. „Szerokie Tory” to najlepsza seria o Wschodzie. Opus magnum, dzieło kompletne.

Poza tym, napisano kilka odkrywczych książek, które walają się teraz w kartonach Taniej Książki. Starano się z wojny zrobić sensację, a wyszło jak zawsze, bo wojna to wojna. Wymuszone wywiady kosmitów z Ziemianami. Kto nie słyszał na własne uszy wybuchu z moździerza, tego w dzisiejszym świecie już nic nie przekona. W takich czasach przyszło nam żyć, gdzie jak zawsze to człowiek człowiekowi zgotował ten los. Przy okazji losu, kiedy ten daszek postawicie w Medyce?

Zresztą, o Ukrainie to najlepiej się rozmawia jak jest koniunktura. Gdy dzieje się coś złego, wybuchnie reaktor, w Iranie rakieta rozbije samolot. Gdy płonie Czerwony Las, albo Mykołę na Marszałkowskiej złapano po głębokim kielichu. Jak się pije wygodnie wódkę u Baczewskiego lub siedzi w ciepłym studio przy Woronicza wymądrzając się do kamery. W końcu kredyt za mieszkanie sam się nie spłaca.

Gdy w mówieniu o Ukrainie nie ma żadnych profitów, to lepiej jej nie dotykać, bo może jeszcze poparzyć i odcisnąć Tryzuba, bo burdel najłatwiej zostawić za sobą. Dysonans poznawczy dotyka tu wszystkich. Napić się, najeść i wracać do Polski. Zrobić ze Lwowa prawdziwy disnejlend. Trzymać się narracji, nie myśleć inaczej. Urządzać bankiety, bełkotać pod nosem. Wysyłać konwoje, grać Matkę Teresę, bo przecież nadejdą kolejne wybory.

ukraina marcina
Dawno temu, gdzieś w Ukrainie

Pierwszą osobą spotkaną przeze mnie w Ukrainie była brudna Cyganka, bez zębów i butów. Krzyknęła do mnie głośno „Kurwa – Ukraina!” Być może to było zaklęcie, a jego rezultat to właśnie ta strona 🙂

Największą siłę zmieniania świata mają entuzjaści

Czasami pytacie o modele marszrutek na zdjęciu strony głównej. Po lewej to Bogdan na podwoziu ISUZU z fabryki LuAZ (ŁuAZ) z Łucka. Ten drugi to klasyka – BAZ-A079.14 na podwoziu indyjskiego TATA, czyli słynny ETALON (nie ETANOL…) Napisane ma na masce FIAKR. Pierwszą literę w tym napisie miłośnicy Ukrainy i Wschodu nazywają „cygarem” lub „parasolem”.

Napisz do mnie

W sprawach dziennikarskich, biznesowych, turystycznych. Gdy nie odpisuję przez kilka dni, to znaczy, że odpowiedź znajdziesz w jednym z artykułów na stronie, albo że gdzieś utknąłem w Ukrainie.