o Marcinie

Cześć! Zgadnij gdzie to jest? – Dobrze! Bardzo dobrze i dlatego też zajrzałaś/eś na tę stronę:)

Pokazywać w Polsce Ukrainę od pozytywnej strony to zadanie wyłącznie dla wytrwałych. To jakby stąpać po polu minowym w poszukiwaniu białych trufli, albo być twarzą reklamującą nikomu nieznany lek o cudownym działaniu. Zresztą to samo jest z Białorusią, Rosją, Rumunią czy Mołdawią. Witamy serdecznie w gronie przeklętych. Los chciał, że moja przygoda ze Wschodem rozpoczęła się właśnie od Ukrainy. Od samotnej podróży niecałe dziesięć lat temu. O Ukrainie przed Euromajdanem nikt w Polsce nie mówił, z krótką przerwą na Kuczmę i Pomarańczową rewolucję. Okres między rozpadem Związku Radzieckiego, a Rewolucją godności to w polskich mediach tabula rasa. Sięgając wstecz do archiwów prasowych znajdziemy prawdziwe cymesy: kontrabanda, umęczone Kresy, bieda, bieda, mniejszość polska, bieda, Juszczenko i Janukowycz. Pociąg przemytnik i złoty unitaz. W periodykach naukowych jak zawsze to samo – habilitacje i ordery, dzielenie włosa na czworo. Za to Nicieja, Przybył, Motyka i Malicki to prawdziwi kozacy. Od nich na pewno warto się uczyć. Reszta waliła w ten sam bęben jak w szale bitewnym. Na koniec nasz majstersztyk: wizyta w Charkowie – MSZ-towskie spécialité.

Tamten czas był dla nas czasem świadomego zapomnienia o Wschodzie. Po wejściu do Unii wektory naszych zainteresowań skierowały się w przeciwną stronę do kierunku rakiet NATO-owskich. W szkole o Ukrainie nic się nie dowiedziałem, na porządnych studiach – niewiele więcej. Dla pewnych środowisk był to także temat tabu. Nie interesuj się, nie zadawaj pytań, których nikt nie zadaje. Nikt nic nie wiedział lub nie chciał powiedzieć. Materiał dla Franza Kafki na kontynuację Procesu. Nie było UPA, ale też i nie było Żołnierzy Wyklętych. Jak Pan Makłowicz pojechał na Ukrainę w 1998 r. gotować barszcz w Stanisławowie, to tak mu się spodobało, że wrócił z kamerą szesnaście lat później 🙂 Wszyscy żyli w postkomunistycznym marazmie, ale powietrzem się jakoś lepiej oddychało. Dla tych, którzy poznali w tamtym czasie Ukrainę, była ona jak ziemia obiecana – tania, wolna i nieokiełznana, bez rozkładów jazdy w internecie i bez pijanych Anglików sikających w dorożce. Była po części nasza, była swojska. Dla Polaków, Ukraińców, Tatarów, Rosjan i Białorusinów. Dla Gruzinów, Węgrów, Rumunów i Uzbeków. Wszyscy się tu dogadywali bez Komisji Weneckich, choć przed wojną wiadomo różnie bywało. A dla pozostałych prawdziwa terra incognita.

Muzeum Historii Ukrainy w II Wojnie Światowej (dawne Muzeum Wielkiej Wojny Ojczyźnianej).

Po wydarzeniach na Krymie dużo się zmieniło. Mokra petarda wspaniałomyślnie w końcu wystrzeliła. Założono kewlarowe hełmy i kamizelki z napisem PRESS, choć niektórzy nie wiedzieli gdzie Rzym, a gdzie Krym. Ukraina nie jednemu dała porządną nauczkę: przyśpieszone lekcje języka, historii i geografii. Wymachiwano rękami, budowano napięcie, a po transmisjach reklamy środków na wzdęcie. Gadające głowy z telewizorni licytowały się w przepowiadaniu przyszłości. – Będzie rozjechana. – Będzie zaorana. – Zniknie z mapy. – Pożoga wojenna zniszczy Ukrainę i zniszczy nas. Zawsze sensacyjnie i zawsze w ciemnych barwach, bo najłatwiej sprzedaje się ukraińskie nieszczęście. Opowieściami stworzono nawet wojnę we Lwowie. Teraz znowu gadają coś o oligarchach. To taka nasza polska tradycja, nasze polskie piekiełko. Musi być w eterze dzielący nas temat bądź chłopiec do bicia. Zazwyczaj jest Żydem, Niemcem lub „Ruskim”. Nawet Giedroycia rozjechali walcem, bo umarły wciąż trzymał żywych za nogi. Gdybym był Ukraińcem próbującym zrozumieć Polskę, to chyba bym wyszedł na bardzo długi spacer.

Paradoksalnie pisząc o Ukrainie, poznałem lepiej nas samych – Polaków. Przekonałem się gdzie tak na prawdę jest nasza świadomość, kim jesteśmy i jak reagujemy na to co nieznane. Wierzyłem, że jesteśmy inni, ale to przedsięwzięcie posadziło mnie po drugiej stronie lustra. Nasza społeczna świadomość, jest jak mroczna, ciemna i śmierdząca pieczara, z której chciałoby się jak najszybciej uciec. Wysyłacie do mnie mailem regularne podziękowania: – Lwy na Cmentarzu Orląt są obite płytą pilśniową i Ty z nimi rozmawiasz!?. – Wołyń w TVP widziałem, więc dobrze ich znam. – Słyszałeś o Hucie Stepańskiej? Społeczna wiedza o ukraińskiej polityce i kulturze jest jak jazda z zaparowanymi szybami. Niby coś wiemy, niby jedziemy, a tak na prawdę nie widać zupełnie nic.

Płonął w telewizorze Majdan Niezależności, a nikt się nie dowiedział jakiej napić się wódki lub dlaczego sało smakuje tak jak smakuje. Już dawno to zrozumiałem, że rozmowa o polityce nikogo nie zbliża. Gadające głowy nie powiedziały nam o Ukrainie nic wartościowego. Był tylko pierwszy plan, a poza nim nic więcej. Szczęśliwie zdarzały się również i wyjątki, a takim była zawsze Barbara Włodarczyk – królowa wschodniego reportażu 🙂 Gdy nie mam nic do roboty, to oglądam wszystkie powtórki. Poza tym, napisano kilka odkrywczych książek, które walają się teraz w kartonach Taniej Książki. Starano się z wojny zrobić sensację, a wyszło jak zawsze, bo wojna to wojna. Wywiady kosmitów z Ziemianami, kto nie słyszał na własne uszy wybuchu z moździerza, tego w dzisiejszym świecie już nic nie przekona. W takich czasach przyszło nam żyć, gdzie jak zawsze to człowiek człowiekowi zgotował ten los. Przy okazji losu, kiedy ten daszek postawicie w Medyce? Zresztą, o Ukrainie to najlepiej się rozmawia jak jest koniunktura. Gdy dzieje się coś złego, wybuchnie reaktor, w Iranie rakieta rozbije samolot. Jak się pije wygodnie wódkę u Baczewskiego lub siedzi w ciepłym studio przy Woronicza wymądrzając się do kamery. W końcu kredyt za mieszkanie sam się nie spłaca. Gdy w mówieniu o Ukrainie nie ma żadnych profitów, to lepiej jej nie dotykać, bo może jeszcze poparzyć i odcisnąć Tryzuba, bo burdel najłatwiej zostawić za sobą. Dysonans poznawczy dotyka tu wszystkich. Napić się, najeść i wracać do Polski. Zrobić ze Lwowa prawdziwy disnejlend. Trzymać się narracji, nie myśleć inaczej. Urządzać bankiety, bełkotać pod nosem. Wysyłać konwoje, grać Matkę Teresę, bo przecież nadejdą kolejne wybory.

Nie zapomnę jak jadąc na Mukaczewo urwało nam zawieszenie. Huk był tak wielki jak wystrzał rakiety, a ja jeszcze nie wiedziałem, że Zaporożec ma tak mocne fotele 🙂 To wydarzenie zmotywowało mnie do działań, żeby podzielić się tym co widzę, zatrzymać ulotne chwile w słowach i obrazach. Przecież to wszystko kiedyś też przeminie, tak jak Polska z lat 90. którą pamiętam z dzieciństwa. Przy okazji przeciąć w końcu ten wąż z lejącym się antyukraińskim szambem. Jedne teksty wyszły lepiej inne gorzej, ale ważne, że do przodu i inaczej. Ważne, że dzięki temu kilka zachęconych osób, pojechało i zobaczyło Ukrainę własnymi oczami, a na prawdę warto, bo – co zawsze powtarzam – Ukraina to przecież nasz najciekawszy sąsiad. To tyle na poważnie 🙂

Pierwszą osobą spotkaną przeze mnie na Ukrainie była brudna Cyganka, bez zębów i butów. Krzyknęła do mnie głośno Kurwa – Ukraina! Być może to było zaklęcie, a jego rezultatem jest właśnie ta strona 🙂

Największą siłę zmieniania świata mają entuzjaści,
Pozdrawiam

Marcin

ukraina marcina
Dawno, dawno temu gdzieś na Ukrainie.

Czasami pytacie o modele marszrutek na zdjęciu, w nagłówku strony. Po lewej to Bogdan na podwoziu ISUZU z fabryki LuAZ (ŁuAZ) z Łucka, a ten drugi to klasyka, BAZ-A079.14 na podwoziu indyjskiego TATA, czyli słynny i znany ETALON. Nie mylić z ETANOLem 🙂 Na masce ma napisane FIAKR, pierwsza litera to tzw. cygaro lub parasol (nazwa potoczna na tę literę wśród polskich miłośników Ukrainy i Rosji:-)

Napisz do mnie

W sprawach dziennikarskich, biznesowych, turystycznych. Gdy nie odpisuję przez kilka dni, to zazwyczaj oznacza, że odpowiedź znajdziesz w jednym z artykułów na stronie, albo że gdzieś utknąłem na Ukrainie, a być może w Rosji lub na Białorusi 🙂

* Pole obowiązkowe

Polubiłeś Ukrainę?
Dołącz na YouTube i Instagram
Postaw mi kieliszek wódki lub michę pierogów (dotpay - BLIK):
5 PLN , 15 PLN , 25 PLN , 50 PLN

Wszystkie treści oraz materiały graficzne z podpisem fot.własna umieszczone w tym serwisie są własnością ukrainamarcina.pl Zawartość strony jest chroniona prawem autorskim, które przysługuje Marcinowi. Całość prezentowanej strony internetowej stanowi własność ukrainamarcina.pl i jest utworem w rozumieniu ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (Dz. U. Nr 90, poz. 631). Żadna jej część nie może być rozpowszechniana ani kopiowana w jakikolwiek sposób (elektroniczny, mechaniczny lub inny) bez pisemnej zgodny autora.