Polskie media w wojennym zamroczeniu…

hotel ukraina w kijowie

Zazwyczaj piszę o Ukrainie pozytywnie, żeby inspirować do odkrywania. Przy okazji pośmiać się, czasem czegoś dowiedzieć. Słowem: na luzie. Ale wokół Ukrainy zrobiło się znowu głośno, zleciały się nad nią sępy, więc kilka słów do przemyślenia.

Żeby było jasne na początku. Głęboko wierzę, że do konfliktu nie dojdzie. To oczywiste, że żaden przyjacielsko nastawiony kraj nie zachowuje się jak Rosja i nie okrąża swojego sąsiada. Do rzeczy.

Ubezpiecz się przed podróżą na Ukrainę.
Bez ważnego ubezpieczenia nie wjedziesz - kliknij

Sytuacja jest trudna, ale nie akceptuję podkręcania tego kryzysu przez nasze media. Czy wam rzeczywiście zależy na wojnie rosyjsko-ukraińskiej? Bo słuchając „entuzjazmu” i sposobu relacjonowania ostatnich wydarzeń przez polskie (ale też i zagraniczne) media można odnieść takie wrażenie.

Po pierwsze. Nie zdajecie sobie sprawy z konsekwencji podkręcania tych negatywnych nastrojów. Co zrobicie Panie i Panowie dziennikarze i komentatorzy jak rozpęta się piekło? Czy naprawdę chciecie tej wojny? Ta zakamuflowana pogoń za tragedią jest obrzydliwa.

Internetowym i prasowym autorom radzę poczytać własne nagłówki. Posłuchać publicznych wypowiedzi w telewizji i radiu. Nie wypowiadacie się w temacie pierogów huculskich tylko mówicie o wojnie. Czyli o ludziach, ich domach, potencjalnym cierpieniu dzieci i kobiet. W dodatku o cudzym kraju, a nie o naszym własnym.

Czytając niektóre artykuły czasem wydaje się jakby ich autorom wręcz zależało na wybuchu tej wojny… nie ma tu przesady. Jak można tolerować wypowiedzi w stylu: „kiedy skończy się ta Olimpiada, bo ma wybuchnąć po niej wojna, tak zapowiadano” – to przykład, który usłyszałem w pewnym radiu. No kapuściane łby po prostu… Wypowiedzi niektórych polityków wywołują konsternację. Dosłownie co niektórzy ze swoimi pomysłami spadli z księżyca. Brak wyczucia i zrozumienia sytuacji.

Panie i Panowie piszący o kryzysie rosyjsko-ukraińskim. Może ktoś to z was kiedyś przeczyta. Nie zapominajcie, że żyjecie w świecie redakcyjnym. W świecie tweetów, kliknięć, komentarzy i własnych wyobrażeń. Wam się tylko wydaje, że Ukraina to gdzieś tam, daleko za Bugiem. Obstawiacie codziennie jak u bukmachera: zaatakuje, nie zaatakuje. Straszycie Polaków, nie mając bladego pojęcia czym może być ta wojna dla Ukrainy, a także dla Polski. Wyślijcie choć jednego reportera pod linię rozgraniczenia. Dlaczego wszyscy siedzą w stolicy? (a nawet we Lwowie, choć nie wiem właściwie w jakim to celu).

Co robicie dla Ukraińców i Polaków w sprawach czysto informacyjnych. Weryfikujecie swoje doniesienia? Spuściliście psy ze smyczy i rzuciliście się na Ukrainę jak na kawał mięsa. Liczycie jedynie na tragedię. Zależy wam tylko na nagłówkach. Nie na Ukraińcach. Tak to wygląda gdy patrzy się na to wszystko. Sorry. Jeszcze żaden dziennikarz nie powiedział w swojej wypowiedzi, tak po ludzku, zwyczajnie – że ma nadzieję, że wojna nie wybuchnie – to o czymś świadczy. Gdy rozpęta się piekło, a potem zakończy, to szybko zapomnicie. Jak o Majdanie. I przeskoczycie na inny temat. Niestety.

Tragedia się w Polsce najlepiej sprzedaje, a szczególnie umęczona Ukraina. Pisałem już o tym i dalej się nic nie zmieniło. Napiszę brutalnie: może niektórzy będąc w ciemnej d**** nawinie wierzą, że jakieś wielkie wydarzenie w stylu wojny odmieni ich los? Nic się takiego nie wydarzy. Bo każdy z nas będzie się musiał zmierzyć z nadchodzącymi też i w Polsce wyzwaniami. Jak wysoka jest inflacja? Jak zdrożała energia? Co z dostawami gazu? My też będziemy mieli przerąbane. Dlatego zacznijcie zachowywać się racjonalnie. A nie jak ofiary zbiorowej psychozy pod wpływem silnych emocji.

Przypominam: zadaniem polskich mediów jest pisać tak, żeby do wojny nie doszło. Łagodzić napięcie, a nie niepotrzebnie je eskalować. To jest w interesie Ukrainy, Polski, i całej Europy. To wasze zadanie. A Polakom macie przekazywać przydatne informacje o Ukrainie, a nie siać zbiorową panikę. Szanujcie siebie, szanujcie czytelników. Jeżeli już wzięliście się za Ukrainę. Choć dla mediów, uważam, nie ma już ratunku. Wszystkiego dobrego. I oby nie było wojny.

M

Marcin Górecki | ukrainamarcina.pl

Od 2016 r. pokazuję pozytywną stronę Ukrainy. Wspólnie z zespołem piszemy o wyjazdach i relacjach polsko-ukraińskich. Na luzie, a czasem bardziej na poważnie. Pozdrawiam!

Komentarz

  1. Niestety do wojny doszło. Wypowiedzi i przewidywania innych, w tym dziennikarzy i mediów nie miały tu znaczenia. To było zaplanowane. Pozostaję nam, zwykłym ludziom wspierać Ukrainę i wywierać presje na siły polityczne, które mogą jeszcze powstrzymać Putina.

Skomentuj (tu komentarze nie są zablokowane):