użok na ukrainie

Użok: od tej wioski zaczyna się Zakarpacie

Wyprawa w ukraińskie Bieszczady stała się wyzwaniem od samego początku. Potrzebny sprzęt okazał się być tak ciężki, że zakładałem plecak resztkami sił. Miałem uzasadnione obawy, że moje kolana rozsypią się za chwilę w drobny maczek. Najmocniej ciążył przytroczony namiot i butelki z wodą, których nie mogłem wywalić. Wbiłem sobie do głowy trzydniowy trekking w sierpniowym słońcu po Werchowyńskim Grzbiecie Wododziałowym. Spakowałem się tak, jak umiałem. Zresztą później okazało się, że wody było i tak za mało. W ostatnim dniu wędrówki moje życie uratowali cygańscy jagodziarze.

turka na ukrainie
Turka w obwodzie lwowskim to 7 tyś. miasteczko znajdujące się przed Siankami. Co roku odbywa się tutaj festiwal kultury bojkowskiej. Do Turki kursuje większość marszrutek z Sambora kierujących się na Zakarpacie.

Żeby znaleźć się na czerwonym szlaku trzeba dostać się do Sianek lub Użoka. Najwygodniej dojechać z Sambora, skąd uchodzą w tym kierunku marszrutki, a także kilka podmiejskich i pasażerskich pociągów. Na przykład relacji Kijów–Sołotwino. Z Sambora do Użhorodu, przez Sianki i Użok, biegnie wybudowana w czasach Austro-Węgier linia kolejowa. Łączyła ona dawniej Galicję z Budapesztem, a dziś uchodzi za atrakcję turystyczną. Łotewska lokomotywa modelu EP2 ciągnie wagony z drewnianymi ławami wzdłuż zachodniej ściany obwodu zakarpackiego. Trasa wiedzie przez liczne serpentyny, wysokie wiadukty i długie tunele. Nie ulega wątpliwości, że to najpiękniejsza trasa kolejowa w Ukrainie. Może się z nią równać wyłącznie odcinek na Huculszczyźnie: trasa kolejowa Rachów-Tatarów.

Dworzec w Starym Samborze
Dworzec kolejowy w Starym Samborze.

Odcinek z Sambora do Turki pokonałem marszrutką w dwie godziny. Podróż trwa prawie tyle samo co pociągiem podmiejskim, z tą różnicą, że za bilet zapłacimy dwa razy więcej. Kosztuje 50 hrywien, niecałe 8 złotych. Do pokonania jest 65 kilometrów drogi w przyzwoitym stanie, poprowadzonej wzdłuż linii kolejowej. Marszrutka zatrzymuje się po drodze w Starym Samborze, Strzyłkach, Jasienicy Zamkowej i Rozłuczu. Jej ostatnim przystankiem jest miasteczko Turka. Dalej marszrutki nie zapuszczają się, a żeby dostać się do Sianek i Użoka trzeba skorzystać z pociągu. Jednak nie kursuje on za często, dlatego w większości przypadków trzeba będzie improwizować. Dworcowa poczekalnia choć przywitała mnie wieczorową porą głuchym echem, to nie ostudziła mojej wiary. Postanowiłem – jak to w Ukrainie – niczym się nie przejmować. W zamian za to, usiadłem wygodnie przy sklepie i cierpliwie obserwowałem okolicę czekając na dalsze wydarzenia.

Sytuacja wyjaśniła się w niedługim czasie, a dokładniej z pomocą ukraińskich zakapiorków przesiadujących w lokalnej mordowni. Jak się później okazało, znalazła się w ich grupie poczciwa ludyna, która bez mojej wiedzy zawiadomiła kogo trzeba. Po kwadransie, zjawił się na miejscu w karmazynowej Ładzie Samara długowłosy Walerij. Gdy tylko zauważył mój krowiasty plecak, w mgnieniu oka zajechał na marszrutkowy plac i zatrzymał się na ręcznym hamulcu. Zanim zdążyłem cokolwiek wymamrotać pod nosem, mój plecak leżał już w bagażniku wśród plątaniny kabli i szmat oblepionych smarem. Zostawiając za sobą tylko kurz, dziarsko ruszyliśmy do Sianek. Do przejechania było 20 kilometrów.

taksówki na ukrainie
Łada Samara zwana potocznie Sputnikiem. Takim samochodem zabrał mnie Walerii.

Maszyna powoli pięła się w górę. Jeszcze przed chwilą nic nie zapowiadało, że ukraińskie Bieszczady czekają za rogiem, ale w ułamku sekundy przywitał nas pejzaż anielskiej przestrzeni. To malownicze łąki z połoninami przecięte wijącą się łagodnie drogą. Stojące niczym w modlitwie zielone połacie lasów, ciągnące się po horyzont nisko zawieszonych chmur. Rześkość deszczowego powietrza, która otumania ludzi z miasta i poczucie nieskrępowanej niczym wolności. Wjazd do Sianek jest łatwo przegapić, chociaż przestał być on już nam potrzebny. Za namową Walerija zdecydowałem się pojechać dalej. Wtaczając się na Przełęcz Użocką zdajemy sobie sprawę, że do polskiej granicy jest kilkadziesiąt metrów. Ponownie przekonuję się, że z Ukrainy nasz kraj wygląda zupełnie inaczej. Z kasety leciały przeboje Igora Talkowa, a Walerij z wyciągniętą ręką za oknem, wołał co chwilę: „tam jest Polska!”.

użok
Wioska Użok to północna brama na Zakarpacie. To właśnie stąd Polacy najczęściej wyruszają w Bieszczady Wschodnie.

Przełęcz Użocka to punkt strategiczny i świadek przelanej żołnierskiej krwi. Historycznie wyznaczała granicę między Węgrami, a Galicją. Znajdują się tu pomniki poświęcone poległym żołnierzom armii austro-węgierskiej i rosyjskiej, a także pomnik czerwonoarmistów. W pobliżu przełęczy przebiegała Linia Arpada – system umocnień, który miał za zadanie chronić Węgry przed Armią Czerwoną. Przełęcz pełni do dziś funkcję granicy. Nie tylko rozdziela Bieszczady Zachodnie od Bieszczad Wschodnich, ale stanowi wewnętrzną granicę między obwodami lwowskim i zakarpackim. Na przełęczy ustanowiono posterunek ukraińskiej Straży Granicznej, która kontroluje przejeżdżające pojazdy.

Jak się później okazało, ukraińska mapa wystarczyła za mój paszport i gwarancję intencji zdobycia Pikuja. Przejechaliśmy zwalniając i przykładając do szyby mapę. Za punktem Walerij zatrzymał Samarę, a następnie zbliżył ostrożnie maszynę do krawędzi urwiska. „To tam w dole” – powiedział wskazując palcem na Użok, po czym zjechaliśmy na wyłączonym silniku do zasnutej mgłą wioski. Rzadko widziałem w Ukrainie drogi aż tak zniszczone jak okoliczna N13 (H13). Może R-24 (P-24) na odcinku z Worochty do Kut nad Czeremoszem mogłaby stanąć do niesławnej rywalizacji. Na moje pytanie o stan drogi Walerij tylko się uśmiechnął i odparł, że nie ma gospodarza. Nie miało to zresztą żadnego znaczenia. Przy takich widokach podróż ukraińskimi drogami mija lotem błyskawicy. Tak też się stało, aż dojechaliśmy do Użoka.

użok na ukrainie
Cerkiew bojkowska św. Michała Archanioła w Użoku. Nazywana potocznie Czarnym Statkiem. Cerkiew liczy ponad 250 lat i wykonana jest z drewna świerkowego. Wpisana na listę UNESCO.

Użok to mała wieś położona nad rzeką Uż, która podobnie jak Sianki liczy kilkaset mieszkańców. Wioska dzieliła losy całego Zakarpacia, przynależąc najpierw do Węgier, a następnie na mocy traktatu w Trianon, do Czechosłowacji. Przed wybuchem II Wojny Światowej, Użok wraz z Zakarpaciem wrócił do Węgier, a po zakończeniu wojny znalazł się w granicach Ukraińskiej SRR. Zabudowę Użoka tworzy kilkadziesiąt domów położonych wzdłuż głównej drogi oraz mały sklep spożywczy. Pozytywnym zaskoczeniem jest działający tutaj hotel z restauracją, o nazwie Użańskie Wodospady (Ужанські купелі).

nocleg w użoku kupeli
Użańskie Kupeli to jedyny pensjonat działający w Użoku. Poza noclegiem, znajduje się tutaj restauracja i kompleks basenów.

Przyjezdnym oferuje pokoje i domki o wysokim standardzie wykończone w drewnie, gorącą banię i baseny. Cena za nocleg od 700 hrywien (105 zł). Hotelowa restauracja serwuje smaczne obiady oraz śniadania. To dobre miejsce na odpoczynek po podróży. W drugiej części wioski znajduje się miejscowy zabytek. To wykonana z drewna świerkowego i licząca ponad 250 lat bojkowska cerkiew św. Michała Archanioła, nazywana potocznie „Czarnym Statkiem”. Tuż obok znajduje się zjazd na drogę terytorialną prowadzącą do bajkowo położonych wiosek Husne i Roztoka. Roztacza się z nich widok na pasmo Pikuja. Co do drogi krajowej N13, to prowadzi ona dalej do ukraińsko-słowackiego przejścia w Małym Bereznem oraz do stolicy obwodu zakarpackiego – Użhorodu i przejścia Użhorod-Vyšné Nemecké.

bieszczady wschodnie grzebiet wododziałowy
Od wzgórza Drohobycki Kamień będą nam towarzyszyć wspaniałe widoki. Będzie tak aż do samego końca czerwonego szlaku – wierzchołka Pikuj.

Nazajutrz następnego dnia wystartowałem. Czerwony szlak mierzy niecałe 30 kilometrów długości, a na jego trasie nie znajdują się żadne schroniska, ani wiaty, w których można byłoby się schronić przed złą pogodą. Ukraińskie szlaki są słabo oznaczone, ale w przypadku szlaku na Pikuj poruszanie się jest intuicyjne. Najtrudniejszy jest początek, gdzie najłatwiej pomylić trasę i gdzie czekają nas ostre podejścia. Startując z Użoka, dojście do czerwonego szlaku prowadzi szlakiem żółtym. Żeby dostać się do niego z głównej szosy należy przejść pomiędzy gospodarstwami. Miejscowi wskazują drogę, ale zamiast pytać o żółty, skuteczniej zapytać: „którędy na Pikuj?”.

Żółty szlak przywitał mnie potworną ilością błota wymieszanego z krowimi plackami. Końskie muchy występowały tu w odmianach nie sklasyfikowanych w atlasach przyrodniczych. Po pokonaniu ostrego podejścia i dojściu do punktu połączenia żółtego i czerwonego szlaku na wierzchołku Kruhla, należy skręcić w prawo. W tym miejscu łatwo pomylić ścieżkę i ruszyć przed siebie w kierunku Przełęczy Użockiej. Dalej czerwony szlak prowadzi na grzbiet bardzo ostrym, choć krótkim podejściem przez las. Na tym odcinku pewną przeszkodę stanowią potężne błotniste kałuże otoczone zarośniętymi krzakami, których nie sposób ominąć. Po dotarciu na grań czeka nas już tylko przyjemny trekking po Grzbiecie Wododziałowym i podziwianie widoków aż do Pikuja. Przewyższenia są nie duże i nie występują często, dlatego przejście nie jest męczące. Widoki z grzbietu, które otwierają się ze wszystkich stron i towarzyszą na całej trasie są niezapomniane. Najbardziej wyczerpującego podejścia spodziewajmy się przed Wielkim Wierchem (1309 m. n.p.m.) oraz Pikujem (1408 m. n.p.m.).

pikuj na ukrainie bieszczady
Trzeci dzień na czerwonym szlaku. Przed wejściem na Pikuj – najwyższy szczyt całego pasma Bieszczadów.

Przejście szlaku zajęło dwa i pół dnia. Spędziłem dwie noce w namiocie, najpierw na Starostynie (1229 m n.p.m.), a następnie w okolicach wierzchołka Nondag (1303 m. n.p.m.). Obyło się bez niedźwiedzi. Ważną rzeczą na tej trasie jest odpowiedni zapas wody do picia i przygotowania jedzenia, a także nieprzeciążony plecak. Obowiązkowo należy zabrać ze sobą mapę. Przydają się też środki przeciw insektom. W przypadku braku wody pozostaje zejście do wiosek w dolinie albo szukanie źródła. Trudno je odnaleźć samemu, dlatego najlepiej zapytać napotkanych na trasie zbieraczy jagód. Z ich pomocą, na zboczu Wielkiego Wierchu udało mi się uzupełnić zapas wody, a następnie kontynuować przygodę zdobywając najwyższy szczyt Bieszczadów. Wróciłem schodząc żółtym szlakiem do wioski Białosowica, gdzie po kilku szklankach chłodnego kwasu, złapałem kolejnego stopa i wyruszyłem do Użhorodu. Pomocną ludyną okazał się być tym razem ukraiński celnik. Lepiej trafić nie mogłem. Do zobaczenia na ukraińskich szlakach.

Dworzec Główny W Użhorodzie
Dworzec Główny w Użhorodzie. W drogę powrotną udałem się pociągiem przez Użok do Sianek. Na dworcu w Siankach czekała mnie przesiadka na pociąg do Sambora.

Skomentuj

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.