czarny czeremosz

Werchowyna: huculska stolica?

Potem w Kutach na leckim boku karbowano: ile wołów wysyłają. I znów zaświadczenia zarąbane tam nad Czarnohorą, aż w Debreczynie. A z drugiego boku deszczułki karbowane, pieniądze grube, setki, bywała i tysiączka, u góry zacięte w Debreczynie, a poniżej zaświadczone w Kutach. Byłem bouharem, kupcy zaprzysięgli mnie na krzyż i słońce.

Stanisław Vincenz – Na wysokiej połoninie. cz. II Zwada

Huculszczyzna to zapomniany region bez granic. Zjawisko fantastyczne, do którego musisz przyjechać osobiście z mapą w ręku. Zobaczyć każdy chutor, wierzchołek i sieło. Zatopić się w oplatającej zieleni, przygniatającym błękicie nieba i chmur. Prześledzić palcem granice i szlaki. Przenocować w deszczu na drewnianym przystanku. Pogłaskać kilka dzikich psów i odnaleźć właściciela zbłąkanych krów. Idąc na Howerlę zagubić ścieżkę we mgle, by z drżącym sercem ją znowu odnaleźć. Wciągnąć mocno powietrze i nacieszyć się jego świeżością. Krzyknąć z całej siły w kierunku pustych połonin, z buzującym we krwi ukraińskim winem. Czasem się przegłodzić, a nazajutrz zjeść jak król. Pogadać z miejscowymi, dogadać się z nimi. Wsiąść razem z nimi do samochodu. Wtedy poznasz czym jest Huculszczyzna, na przykład przyjeżdżając do Werchowyny.

Widok z Werchowyny.

Huculski metr

Większość kojarzy nazwę Werchowyna z serią radzieckich motocykli, które konstruowano w latach 70. we Lwowie. Czasem też z pierwszym produkowanym na masową skalę czarno-białym telewizorem. Mało kto jednak wie, że ich nazwy pochodzą od wsi Werchowyna położonej na Huculszczyźnie, czyli w ukraińskich Karpatach, a dokładniej za pasmem Czarnohory. Wyruszyłem nad Czarny Czeremosz, żeby przekonać się czy Werchowyna zasługuje na miano huculskiej stolicy.

Gdy w Tatarowie wychodziłem z chałupy było jeszcze ciemno. Nawet skulony pies nie chciał na mnie popatrzeć. Przykryta mgłą ściana lasu ciągnęła się wzdłuż potoku i asfaltowej drogi. Jej środkiem pędzą zwinne marszrutki. Na północ do Iwano-Frankiwska, na południe do Kut nad Czeremoszem. Mijają każdego piechura na odległość ręki i zatrzymują się na jego znak. Jak jest ciemno lepiej szukać przystanku. Piętnaście minut marszu w lewo i piętnaście minut marszu w prawo. Tutaj odległości mierzy się inną miarą. Miejscowi mówią na to huculski metr. Określenie „niedaleko” oznacza dla nich kilkaset metrów, a innego dnia już kilkanaście kilometrów. Nawigacja w telefonie nie pomaga, bo na co drugim zakręcie gubi się zasięg. Maszerujesz i w samotności podziwiasz widoki.

przystanek marszrutek
Łapię marszrutkę do Werchowyny.

Po kwadransie dotarłem do przystanku w Werbiwskie. To chutor – zapomniane u nas ukraińskie słowo. Dawniej oznaczało kozackie stanice, a dziś małe osady graniczące ze wsią. Rozłożyłem się na drewnianej ławce i czekałem przy szumiącym potoku. Przypałętał się do mnie dziki pies o wilczym pysku. Wyczuwał nosem, że zaraz zniknę. Na horyzoncie pojawił się w końcu pierwszy kurs do Werchowyny. Różowy „Sprinter” ze wzmocnionym zawieszeniem.

marszrutka iwano-frankiwsk jaremcze worochta werchowyna
Marszrutka jadąca na trasie Iwano-Frankiwsk, Jaremcze, Worochta, Werchowyna.

– Byłem dwa razy w Polsce. Bardzo mi się podobało. A Ty co tutaj robisz? – pytał mnie siedzący obok Mikołaj.
– Zwiedzam. A mi się u Was podoba. Góry, lasy, rzeki… dlaczego nie jesteś więc w Polsce? – ostrożnie zapytałem.
– Szybko nie wrócę. Zakaz wjazdu na dwa lata. Zasiedziałem się za długo. Spójrz! Tam mieszkam! Na górze!
Zdążyłem tylko ujrzeć wyciągniętą rękę Mikołaja. Po chwili uderzyliśmy w głęboką dziurę i runąłem z fotela na ziemię.

Uwaga koń

Pokonanie maszyną 30-kilometrowego odcinka z Worochty do Werchowyny może zająć godzinę. Droga P-24 jest w tragicznym stanie. Kołysze w kabinie tak mocno, że śmieją się z tego nawet Huculi. Piszczące na dziurach sprężyny brzmią jak litania umęczonych maszyn. Młodzi kierowcy jeżdżą na początku z doświadczonymi kolegami, którzy uczą ich całej drogi. Po obowiązkowym szkoleniu, powinni ją znać na pamięć. Pomyłka na drodze drogo kosztuje, a każda awaria jest zagrożeniem dla marszrutkowego biznesu.

marszrutki werchowyna
Dworzec autobusowy w Werchowynie.

Chętnych do jazdy slalomem jednak nie brakuje, bo o pracę jest tutaj trudno. Poza dziurami przeszkodą są krowy i konie. Nie ma dnia, by któreś nie wyszło na środek drogi. Jadąc uczestniczymy w niebezpiecznym manewrze z Ładą Żyguli. Mijające się maszyny biorą w metalowe kleszcze spanikowane zwierzę. Przestraszony koń staje ze strachu dęba między dwoma pojazdami, a jego kopyta cudem nie rozbijają nam szyby. Z przyśpieszonym biciem serca docieram w końcu do Werchowyny.

Pisali, malowali, wypoczywali

Werchowyna położona jest wysoko nad brzegiem Czarnego Czeremoszu, a nazwa miejscowości w potocznym rozumieniu oznacza przestrzeń na górze lub górską miejscowość. Nie dociera tu kolej, bo jej trasa skręca wcześniej w Worchocie. Huculska stolica była razem z przysiółkami największą w regionie wsią w czasach Austro-Węgier i później w międzywojennej Polsce. Mieszkało tutaj około dziewięciu tysięcy osób. Lokalną społeczność stanowili głównie Huculi i Ukraińcy, a także garstka Żydów i kilkuset Polaków. Wieś szybko się rozwijała głównie dzięki Fundacji hr. Stanisława Skarbka. Zapewniała ona pracę i zarobek miejscowej ludności głównie przy wycince i spływie drewna. Nie brakowało też ciekawych wydarzeń. W latach 20. wybuchło we wsi huculskie powstanie skierowane przeciwko polskiej administracji. Trwało cztery dni, a następnie zostało szybko stłumione. Przysiółki Werchowyny przekształciły się z czasem w samodzielne wsie. Taki los spotkał na przykład malowniczą Dzembronię, czy leżącą na północy drogi Ilcię.

żabie ukraina
Żabie – huculska stolica, tak pisał Iwan Franko.

W swoim trzytomowym dziele Na Wysokiej Połoninie, o Werchowynie i huculskich legendach pisał Stanisław Vincenz, a dwa lata później także Ferdynand Ossendowski – autor przedwojennego przewodnika Huculszczyzna. W osobnym rozdziale pisał on: Stolica Hucułów! Prawdziwa stolica! Ponad sześć tysięcy mieszkańców i około 1500 domów! Sąd, poczta i szpitale, nadleśnictwo, hotele, restauracje, schroniska turystyczne, cerkwie i kościół, pensjonaty, muzeum i szkoły; posterunek straży granicznej, firmy drzewne, sklepy, autobusy, dyliżanse i dorożki; turyści, sportowcy i letnicy, którzy piją tu słońce, powietrze niczem nieskalane i „żentycię“ — serwatkę — eliksir niemal nieśmiertelności podług recepty medycyny huculskiej.

werchowyna cerkwie ukraina
Cerkiew grekokatolicka w Werchowynie.

Być może część tych zachwytów płynęła ku pokrzepieniu serc urzędników polskiej administracji, ale prawdą jest, że do Werchowyny pielgrzymowali turyści z całej Polski. Oprócz nich pojawiali się też polscy artyści. Huculszczyznę odwiedzali między innymi Artur Grottger, Teodor Axentowicz, Kazimierz Sichulski, Władysław Jarocki i Fryderyk Pautsch.

Do muzeum czy na szlak?

Do lat 60. Werchowyna nazywała się Żabie. Według legendy nazwa pochodziła od pierwszego mieszkańca wsi, nazywanego Żabą lub Żabką. Inna wersja głosi, że nazwa wzięła się od żabiego kumkania z pobliskich potoków. W tutejszym Muzeum Huculszczyzny znajduje się ładnie zachowana, emaliowana tablica z polskim napisem: Państwowa Szkoła Przysposobienia Rolniczego w Żabiu. Na głównej ekspozycji umieszczono także przedmioty związane z codziennym życiem Hucułów. Zdaje się jednak, że największą wartością muzeum jest przedwojenny budynek, którego drewniany zapach roznosi się po okolicy, aż do pomników Szewczenki i Franki.

muzeum werchowyna
Muzeum Huculszczyzny w Werchowynie.

W Werchowynie w latach 60. kręcono Cienie Zapomnianych Przodków oraz Annyczkę – filmowe dzieła z kijowskiego studia Dowżenki. W tutejszej chacie pomieszkiwał przez kilka miesięcy reżyser pierwszego z tych filmów – Siergiej Paradżanow. W chacie działa muzeum, w którym prezentowane są zdjęcia i rekwizyty z planu zdjęciowego. Sceny do filmu kręcono natomiast w oddalonej o kilka kilometrów Krzyworówni – miejscu, w którym wypoczywali Iwan Franko, Łesia Ukrainka czy Mychajło Hruszewski – postacie znane z ukraińskich banknotów. Nieopodal od chaty reżysera znajdują się kolejne „atrakcje”. Pierwsza z nich to prywatne muzeum etnograficzne, w którym oprócz pamiątek huculskich spróbować można owczego sera i żętycy. Druga z nich to huculska chata, w której kręcono sceny do filmu Annyczka. Popularnym miejscem jest też Muzeum Romana Kumłyka, w którym zgromadzono kolekcję huculskich instrumentów. Obsługa jest tu jednak nieuprzejma. Z huculską trembitą, czyli długim, wykonanym ze świerku huculskim instrumentem dętym, najlepiej zapoznać się w położonym bliżej centrum Muzeum Trembity.

czarny czeremosz
Werchowyna położona jest nad Czarnym Czeremoszem.

Werchowyńskie muzea są wyłącznie dodatkiem do malowniczych górskich tras, które są głównym celem turystycznych peregrynacji. Najpopularniejszy szlak wiedzie grzbietem Czarnohory na najwyższe wierzchołki ukraińskich Karpat: Pop Iwan (obserwatorium Biały Słoń), Berbeneskuł oraz Howerlę. Turystyczną atrakcją są również czany, czyli baseny z gorąca wodą oraz spływy kajakowe i rafting Czarnym Czeremoszem.

Cafe Pisanka

Znajdujący się przy dworcu bazar, to jedno z niewielu miejsc, gdzie sprzedaje się w Werchowynie pamiątki. Poza nimi są tu drewniane pałki, pontony, kosiarki, majtki w panterkę, skarpety z koziej wełny, a także miody i nalewki po których sika się przez tydzień na kolorowo. Stojące w rzędach olbrzymie słoiki nastojanek nabite są po wieczko owocami. Jeden z handlarzy podnosi oblepiony słój cuchnący alkoholem. Nalewa mi jak z wiadra kieliszek i częstuje. Czuję na języku, że malinówka ma więcej niż czterdzieści procent. Pod zadaszeniem bazaru temperatura rośnie, jak w szklarni. Już po kwadransie miękną mi nogi, dlatego czas ruszać dalej.

werchowyna obiad
Cafe Pisanka w Werchowynie.

W sezonie panuje tu błogi spokój. W centrum znajduje się nowoczesny hotel, a przed nim kamień z zawieszoną mapą Huculszczyzny i cytatą Iwana Franko: Oto Żabie, huculska stolica, mówią, że nie ma lepszej wioski, a większego szczęścia szukać nie trzeba. Czy Werchowyna to na prawdę huculska stolica? Trudno rozstrzygnąć. Zdaje się, że to już bardziej określenie literackie. Tym bardziej, że mianem huculskiej stolicy posługują się też inne miejscowości w regionie: Kosów, Kołomyja, a nawet Rachów, który administracyjne przynależy przecież do Zakarpacia. Najlepiej przyjąć, że na Huculszczyźnie każdy wybiera sobie własną stolicę.

Na obiad zaszedłem do niepozornego baru o nazwie Cafe Pisanka. Po siłowaniu się ze skrzypiącymi drzwiami ujrzałem w ciemnościach drewniane stoły przykryte ceratą i wypisane pisakiem menu. Byłem pierwszym i jedynym klientem. Po szklance domasznego wina i podziwianiu widoków na drewniany wychodek oraz góry postanowiłem coś zamówić. Włączyłem stojące obok radio i wrzuciłem płytę z ukraińskimi balladami. Od razu w gospodzie pojawiło się życie. Wybór padł na rzadko spotykane na Ukrainie danie o nazwie czanachy. Zupa w glinianym garnku, która stawia na nogi każdego piechura. Tutejsza szefowa kuchni pochodząca z Syberii zna się doskonale na gotowaniu. Jadłem, gaworzyłem, a czas płynął.

soroczki ukraina haft cena
Ukraińska koszule z haftem – soroczki.

Późnym popołudniem wróciłem do Tatarowa. Znów udało mi się zdążyć przed burzą. Poprosiłem goszczącą mnie Hucułkę o skorzystanie z pralki. – Marcin, na noc Ci tego nie wrzucę. Bo jutro jest niedziela! – Rzeczywiście. Zapomniałem, że jutro miała być niedziela. A niedziela – to na Huculszczyźnie dzień święty.

PAZ-3205 (ПАЗ-3205) w Werchowynie.

Skomentuj

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.